KFC przyjechało o 13. z minutami, Ty sprawdzałaś czas pilnując, żeby nie zajść za daleko. W sumie nie chciałem odbierać, bo myślałem, że to jakiś nr z Anglii - ale na pewno nie mój ojciec. Więc albo by ktoś dzwonił, że ojciec umarł, albo coś równie nieważnego. Ale to był jednak gościu z KFC, taki w sumie ciut młodszy niż mój ojciec. I wszedł na to piąte piętro, czyli przemnożone przez jego wiek to pewnie dla mnie jakieś ósme, czy coś. Też jakoś napiwków ostatnio nie daję. Bo myślę, że będę śmiał się z tego nerwowo, trochę poirytowany rozmawiając za kilkanaście lat. Jak teraz myślę o mojej babci, która do lekarza bez bombonierki się nie wybierze. Więc nawet w TAXI, no z żalu też nie, jakoś mnie ostatnio żal inaczej dotyka. Jak psa bardziej, który nie wie za co, jednak jest karany. I często bardzo mam ten sam schemat myślowy - biec na to mrygające, zielone światło, czy przeczekać i pójść później? No ale nigdy już tego nie sprawdzę. To mnie chyba przeraża najbardziej. I to, że jak włączam komputer, to kursor jest w tym idealnym, środkowym punkcie monitora, jakby nie spojrzeć z byle której strony, no jest to kurwa środek. A lękam się jeszcze bardziej, bo ten środek wypada gdzieś w odległym miejscu, bo pośrodku jakichś galaktyk. Mrygają do mnie, jak to zielone światło, chociaż pewnie już ich dawno tam nie ma. Nie wiem, czy to bardziej obietnica, czy groźba, no ale w jakimś celu to chyba mruga? Czy jednak cel, to nasze własne wytłumaczenie?
tego się najbardziej boję.